poniedziałek, 4 lutego 2013

Leopard versus crocodile



Fot. Bartek Jarosz
Płaszcz/coat - Cinema Donna
Bluzka/blouse - Monnari
Spódnica/skirt - Rinascimento
Kapelusz/hat - H&M
Kozaki/boots - Quazi
Teczka/bag - vintage

Zwierzęce wzory powracają regularnie, w zasadzie moda już nie potrafi obejść się bez naturalnych inspiracji. Nieśmiertelny jest deseń popularnie zwany "panterką", który dumnie nosi leopard. Niemniej piękna jest skóra krokodyla - kopiowanie jej faktury i nabłyszczanie, weszło już do torebkowego kanonu urody. Te dwa wyraziste wzory rzadko występują razem, więc postanowiłam je połączyć i pokazać, że jest to możliwe. Wprawdzie panterka nie jest prosta do ogrania, ponieważ często widujemy ją w kiczowatych zestawieniach. Ja natomiast chciałam uzyskać elegancki look z delikatnym pazurem. Na bazę stylizacji wybrałam dwurzędowy płaszcz z nabłyszczanej wiskozy, dającej lekko satynowy efekt. Złote guziki i klamra paska wysadzana kryształkami to dodatki, które szczęśliwie nie zadziałały na niekorzyść płaszcza, a wręcz przeciwnie podkreśliły jego dopasowany krój oraz drobny wzór. Najczęściej to właśnie duży wzór panterki, również nałożony od stóp do głów, daje poczucie, że właścicielka ubrania nieoczekiwanie stała się dużym, dzikim kotem. A tu przecież chodzi o czerpanie inspiracji, a nie przebieranie się za leoparda. Elegancka teczka vintage pasuje do płaszcza, bo ma podobny odcień skóry, złote zapiecie i uchwyt korespondują ze złotymi guzikami. Również wybrałam brązowy kapelusz z czarną tasiemką zawiązaną na kokardkę, podobna gama kolorów nie wprowadza chaosu. Chusta zawiązana pod kapeluszem sprawia, że look nabiera charyzmy. Czarne kozaki, rajstopy i spódnica z wysokim stanem celowo nie wyróżniają się, jedynie jedwabna, beżowa bluzka z fontaziem przełamuje brązy, jasne kolory w okolicach twarzy zawsze dobrze wyglądają i dają poczucie jowialnej aury, w tym przypadku jest to konieczne, gdyż kapelusz z rondem w pewnym stopniu zawsze zaciemnia twarz.

PS. I oczywiście przypominam, że najpiękniej futra wyglądają w naturze, wspaniały jest ten kocur :)








niedziela, 27 stycznia 2013

Hieroglyphs and bavarian jacket


Fot. Bartek Jarosz

Legginsy/leggings - Black Milk Clothing
Torba/bag - Wittchen
Sweter/sweater - Quiosque
Żakiet/jacket - Ralph Creation/vintage
Chusta/shawl - no name
Buty/shoes - no name
Rękawiczki/gloves - vintage
Guziki zwierzaki/animal buttons -  African Inspiration/www.buttonfashion.nl

Legginsy ostatnio biją rekordy popularności, im bardziej szalony wzór, tym lepiej - mi wpadły w oko te od Black Milk Clothing z nadrukowanymi hieroglifami. Jasny, ceglasty odcień wydał mi się idealny do noszenia na co dzień. Tym razem bazą stylizacji są brązy, które mają korespondować z odcieniem legginsów. Dlatego też wybrałam rudawe, sznurowane buty na koturnie, w których wygodnie chodzi się po śniegu, bieganie również nie stwarzało mi problemu, więc muszę przyznać, że bez żalu zrezygnowałam z niebotycznych obcasów. Dla odmiany torebka ma kolor miedzi, więc delikatnie połyskuje. Wszystko kręci się wokół brązów. Jasnobeżowy sweterek z moheru jest przyjemny w dotyku i cieplutki, jednak jego wykładany golf najlepiej wygląda w zestawieniu z ciemnobrązową marynarką w stylu bawarskim - jest wspaniała nie tylko dlatego, że jest elementem stroju ludowego, gdy mam ją na sobie z daleka słyszę jodłowanie niosące się echem wśród szczytów Alp. Nie ma to żadnego związku z kulturą egipską, ale wizualnie to wszystko świetnie się zgrywa - różne kultury, jeden look. Poza tym guziki marynarki w kolorze srebrnym są niezwykłe - przedstawiają lwa opierającego się o niemiecki herb. Ciekawym dodatkiem jest tutaj łańcuszek, który pośrodku żakietu łączy dwa guziki. Na głowie mam afrykańską chustę w kolorach ziemi, przywołującą na myśl sawanny. Zawiązałam ją z boku na kokardę w celu uzyskania bardziej spektakularnego efektu. Rękawiczki w kolorze écru postanowiłam nieco odświeżyć, wydały mi się nudne, a że klimat stylizacji odwołuje się do Czarnego Kontynentu, więc kupiłam 6 guzików z serii "African Inspiration": zebra, słoń, żyrafa, nosorożec i dwie maski, zabawnie wpisują się w całość. Finalnie bawarski żakiet został celowo przestylizowany, bo najważniejszy był w nim brązowy kolor. Jak widać to co jest krańcowe, może paradoksalnie okazać się bardzo bliskie.

sobota, 19 stycznia 2013

Lady in red poncho





















Fot. Bartek Jarosz 

Ponczo/poncho - Clockhouse
Kapelusz/hat - Catarzi Exclusive to Asos
Kolczyki/earrings - Glitter
Spodnie/trousers -  vintage
Buty/shoes - Goodin
Rękawiczki/gloves x2 -  vintage/Allegro
Kurtka/jacket - Be Cool


Za oknami wciąż zima, co mnie osobiście nie nastraja zbyt optymistycznie, jednak jest na to sposób - kolor czerwony - od stóp do głów, który potrafi rozgrzać! W ogóle czerwony to kolor bardzo energetyczny, który powinien panować zimą - w przeciwieństwie do depresyjnej czerni. Oczywiście moja propozycja nie tylko rozgrzewa kolorem - jest to patent na to, jak oszukać mroźne dni i przy okazji wyglądać modnie, a niekoniecznie stricte sportowo. W mojej stylizacji sportowa jest jedynie kurtka oraz buty, jednak w towarzystwie kapelusza, garniturowych spodni na kant oraz poncza, nabierają innego znaczenia. Jeśli masz sportową kurtkę, która nie wydaje Ci się zbyt trendy, ale jest po prostu ciepła, zakryj ją długim ponczo i po kłopocie. Będzie idealnie, jeśli kolory tych dwóch warstw zlewają się, wtedy nie ma poczucia, że coś ukrywamy i faktycznie kurtki praktycznie nie widać. Poza tym ponczo, które wybrałam ma kaptur, więc również chroni przed zimnem i to podwójnie, bo założyłam do tego piękny kapelusz z dużym rondem. Takie zestawienie jest ciepłe i nie ma w nim nudy - czapa z pomponem może schować się ;) Ponczo kojarzy mi się ze stylem Indian peruwiańskich, dlatego czerwień przełamują jedynie szare kolczyki pióra, odwołując się do określonej konwencji. Poza tym całkiem istotne są tu buty, które nie tylko współgrają kolorystycznie z całością, ale również są wygodne. Koturna jest dobrą alternatywą dla obcasów, których już nie musimy wbijać asekuracyjnie w śnieg w obawie przed poślizgnięciem się, szpilki to nie raki niezbędne w górach
 ;) Jest zima, a więc nie mogłam zapomnieć o rękawiczkach - tym razem wybrałam zgrany duet - parę koronkowych retro nałożyłam pod mitenki, co dało nieoczekiwany efekt - jest po prostu niesztampowo i niebanalnie.













piątek, 21 grudnia 2012

Snowy day feels amaranth


Fot. Bartek Jarosz

Beret/hat - Solar
Torebka/bag - Parfois
Futerko/faux fur - F&F
Sukienka/dress - Rinascimento
Buty/shoes - Quazi
Rękawiczki/gloves - Cropp
Korale/ necklace - Aldo 

Zimowa aura, a tym bardziej ujemne temperatury wymuszają na nas konieczność noszenia ciepłych ubrań. Niektórzy niezmiennie twierdzą, że najlepsze na mrozy są naturalne futra, osobiście jestem wielką przeciwniczką tego typu odzieży, bo noszenie martwego zwierzaka na sobie jest dla mnie po prostu formą współczesnej dewiacji. Bo jak można świadomie wspierać kuśnierstwo, które bazuje na obdzieraniu zwierzęcia ze skóry żywcem!? Ktoś kto cieszy się z nowego futerka, to tak jakby jednocześnie cieszył się z cierpienia niewinnego zwierzęcia. Coś okropnego! Jest to skrajne okrucieństwo, wygląda na to, że kanibale bywali bardziej „ludzcy”, a człowiek współczesny już tak nisko upadł, że dla własnej satysfakcji bestialsko morduje stworzenia, które również są na granicy wyginięcia. Nie bardzo wiem o co tu chodzi? Futra sztuczne są równie piękne i wyglądają wystarczająco naturalnie, żeby je swobodnie nosić, bez obawy o nasze sumienie. Niby XXI wiek, a człowiek wciąż zachowuje się, jak jaskiniowiec, który zwalcza inne gatunki żeby przetrwać. Rozwój cywilizacyjny jest ponoć faktem, jednak najwyraźniej nie każda mentalność poddaje się temu rozwojowi. Jestem pewna, że większość normalnych ludzi, gdyby musiało obedrzeć zwierzę z futra żywcem, zrezygnowałoby z noszenia owego futra! Być może trzeba to odczuć na własnej skórze, żeby przekonać się – jakkolwiek to brzmi metaforycznie! Dlatego zanim kupicie prawdziwe futro zastanówcie się nad cierpieniem tych stworzeń, prawdziwe futro najładniej wygląda na żywym lisie, na pewno nie na człowieku!

Bazą mojej zimowej stylizacji jest futerko sztuczne F&F, które nie tylko świetnie wygląda, także jest ciepłe i przyjemne w dotyku, noszę je drugi sezon z powodzeniem. Ponieważ futerko jest krótkie i jednak w ciemny kolorze, warto je urozmaicić kontrastową, barwną sukienką, która w tym przypadku wygląda na intensywnie amarantową spódnicę. Jest to przełamanie pewnej konwencji – ciepłe futerko zestawiamy ze zwiewnym szyfonem. Osobiście nigdy nie lubiłam różu, jednak z czasem przekonałam się, że fajnie ograny wcale nie musi dawać kiczowatego efektu. Jestem również zwolenniczką stopniowego „uwalniania” koloru, dlatego bardzo rzadko zestawiam ostre kolory jeden obok drugiego, w tym przypadku amarant powraca na berecie, ale jest już przygaszony i dyskretniejszy, a uwagę skupia przede wszystkim pomysłowa kokarda, która sprawiła, że kupiłam ten beret. Róż w trzeciej odsłonie pojawia się na torebce, wpada w bordo, a sama torebka ma ciekawy tłoczony wzór - zwielokrotnione deltoidy. Czarne dodatki wydały mi się oczywiste, dlatego są tu czarne rękawiczki i rajstopy, które tworzą zamierzone kontinuum z butami – uwielbiam je, bo mają fajną cholewkę, która perfekcyjnie dopasowuje się do łydki, a to jednak rzadkość. Dla urozmaicenia dodałam biało-czarne korale, dzięki temu futerko zyskało nowy look, naszyjniki nie muszą być wyłącznie zestawiane z sukienkami lub bluzkami, z okryciem wierzchnim równie fajnie współgrają. Jest po prostu inaczej. Dlatego zachęcam do eksperymentowania z własnym stylem, unikajcie typowych setów z wystaw sklepowych, nie kopiujcie bezmyślnie pomysłów projektantów, bo na pewno potraficie same stworzyć interesujący outfit, który nie będzie kopią tego, co popularne i dostępne dla każdego.

piątek, 14 grudnia 2012

Polish winter

 Fot. Bartek Jarosz

Płaszcz/Coat - Asos
Buty/Shoes - Blink
Czapka+szalik/Hat+scurf - M&S 
Rękawiczki/Gloves - Cropp
Ocieplacze/Warmers - no name
Pasek/Belt or necklace - no name
Broszka/Broche - no name
Kolczyki/Earrings - Allegro
Torebka/bag - vintage


Hu hu ha, hu hu ha, nasza zima zła, która jak widać już zawitała do Polski i raczej nie odpuści szybko, a i faktycznie szczypie w nosy, szczypie w uszy. Może tylko nie jest zupełnie zła, chociaż takim zmarźlakom, jak ja niestety mocno doskwiera. I chociaż urodziłam się w Wigilię, to zima nie wyzwala we mnie euforii – białe szaleństwo kojarzy mi się z odmrożeniami, a jazda na łyżwach ze stanem kataralnym ;) Dla mnie to także trudny sezon w kontekście stylowego ubierania się, bo co tu dużo mówić - puchowe kurtki nie są zbyt eleganckie, również nie za bardzo podkreślają figurę, wręcz ją deformują, unicestwiając nie tylko linię talii. Chociaż trzeba przyznać i to bezdyskusyjnie - ich wielkim atutem jest ciepło, ciepło i jeszcze raz ciepło. Właśnie i to jest pytanie – jak nie zacierać proporcji naszego ciała wielkimi, pikowanym „kołderkami”? Ja osobiście proponuję ciekawy wełniany płaszcz imitujący sukienkę, pod który warto ubrać się na cebulkę w zależności od tego, jak bardzo marzniemy. Wybrany przeze mnie płaszcz ma ciekawy krój, dający swobodę poruszania się, układa się w plisy, które wyglądają niesztampowo (to świetna propozycja dla znudzonych typowym krojem płaszcza). Do tego obowiązkowo czapka np. a la turban z biżuteryjną broszką – w wersji pierwotnej to była zwykła czapka, która dość specyficznie układała się, dlatego postanowiłam przewiązać ją szaliczkiem z kompletu (był zbyt krótki, żeby spełnić swoją oczywistą rolę), jako część turbanu sprawdził się idealnie. Czarny pasek, który był dołączony do płaszcza zamieniłam na sznur pereł, dzięki temu zyskałam ciekawy dodatek, który nieoczekiwanie zmienił swoją funkcję. Na kozaki założyłam ocieplacze w miętowym kolorze, które co jak co, świetnie grzeją w kolana i świetnie wyglądają. I oczywiście bez rękawiczek ani rusz. Torebka powinna być z długim paskiem lub na ramię, wtedy swobodnie schowamy ręce w kieszeniach. W takim zestawie zima wydaje mi się trochę bardziej przystępna :)


środa, 5 grudnia 2012

The last supper with Dior


Fot. Karol Szymborski
Make-up - Kasia Szymborska

Koszula i naszyjnik/blouse and necklace - Beata Guzińska
Kopertówka/clutch - Dior vintage
Buty/ peep-toe shoes - Centro

Wielu z nas ceni sobie oryginalność, dążymy do posiadania własnego stylu, niektórzy poszukują go latami, co nie jest łatwe w dobie sieciówek, atakujących nas z każdej strony. Nikt nie chce być czyjąś kopią. Bo i czy można być oryginalną w sukience, którą produkuje się w milionowym nakładzie? Na to pytanie warto sobie odpowiedzieć w zależności od naszych potrzeb i oczekiwań. Z pewnością dobra stylizacja potrafi zmienić nawet najbardziej masową sukienkę w stylowe cudo, tyle tylko, że większość kupujących sądzi, że otrzymuje gotowy produkt tzw. ready to wear - to wyrażenie jednak nie może być traktowane zbyt dosłownie, chyba tylko w przypadku mody selektywnej. Chociaż kopiowanie pomysłów z wybiegów także nie jest idealnym wyjściem, które nam zagwarantuje doskonały look. Bo i nie chodzi o "obklejenie się" metkami z wyższej półki, chodzi o dobór garderoby pasującej do naszej osobowości, figury, chodzi również o komfort z jakim przyswajamy pomysły projektantów. Oczywiście, gdy marzymy o spektakularnym wyglądzie, wtedy z pomocą przychodzą ubrania od projektantów, bo nie są masowe i nie wyłaniają się zza każdego rogu. Sama jestem również wielką fanką klimatów vintage, które pozwalają ubierać się oszczędnie, a i nie mniej ciekawie.
Dlatego na podstawie najnowszej stylizacji podpowiadam, jak można zacząć klarować swój styl, nie tracąc przy tym majątku. Pokazuje to na przykładzie trendu, który ostatnio jest dość intensywny - nadruki i zdjęcia polubili nie tylko blogerzy i nastolatki. Prym wiodą  barwne bluzy i legginsy, niektóre z nadrukami obrazów wielkich mistrzów malarstwa światowego. Sporo osób przyswoiło już ten trend, nawet zaczęłam obawiać się, że nie będzie w tym nic zaskakującego, jeśli i ja pokaże outfit z dominującym w stylizacji nadrukiem. Muszę jednak przyznać, że ten trend bardzo mi się podoba i podjęłam to wyzwanie. Uwielbiam zwiedzać europejskie galerie (bynajmniej nie handlowe) - do dzisiaj pamiętam moją wizytę w Luwrze, czy Musée d'Orsay. W sumie w obliczu nierzadko bezcennych dzieł, posiadanie bluzy z ulubionym obrazem jest jedynym wyjściem, w XXI wieku nie powinniśmy już nazywać tego tylko kopią, to jest popkultura, a popkultura dzięki Warholowi udostępniła to, co potencjalnie niedostępne. Dzięki temu wielcy malarze przynajmniej funkcjonują w naszej wyobraźni, którą skutecznie pobudzają. To raczej jasne, że moim marzeniem jest zobaczenie oryginalnej "Ostatniej wieczerzy" niezrównanego Leonarada da Vinci, na wizytę w kościele Matki Bożej Łaskawej w Mediolanie i obejrzenie fresku czeka się okrągły rok, każdy chce zobaczyć to co namalował chyba najwybitniejszy umysł wszech czasów. Zanim jednak dotrę w to magiczne miejsce, z miłą chęcią zamanifestuje swoją sympatię do twórczości Leonarda. Dlatego wybrałam wspaniałą koszulę z "Ostatnią wieczerzą", którą zaprojektowała Beata Guzińska. Mam takie wrażenie, że nadruk przetworzony przez projektanta ma większą wymowę niż nadruk stricte cyfrowy powielany w nieskończoność. Zwłaszcza, że koszula to nie tylko nadruk, to także dekorowany kołnierz, ramiona i mankiety. W mojej stylizacji koszula stała się sukienką i nie wymaga żadnego kontrastu w celu przyciągnięcia uwagi, sama jest wystarczająco charakterystyczna. Czarne szpilki peep-toe i granatowe rajstopy miały tworzyć całość, wręcz zlewać się z bazą stylizacji. Naszyjnik Beaty Guzińskiej także wtapia się w brązowe tło. Natomiast kopertówka vintage Diora pojawia się tutaj dlatego, że jest granatowa, nie burzy tym samym kolorystycznej spójności. Zdecydowanie zachęcam do wyszukania i zakupienia takiego rarytasu vintage - lepiej być oryginalnym w taki sposób niż z zawstydzeniem ukrywać swoją podróbkę.

czwartek, 29 listopada 2012

Tell me Violet

 

fot. Kasia z People Places Details

Bluzka/blouse - Rinascimento
Kamizelka/vest - Mohito
Torebka/bag - Gloria Vanderbilt/vintage
Spódnica/skirt - no name/ assembleage.com
Żakiet/jacket - Allison Taylor/TK Maxx 
Buty/Shoes - Dee Zee
Rajstopy/tights - H&Nathalie
Broszka/broche - no name
Bransoletka z ametystu/amethyst bracelet - no name

Kolor fioletowy już w dzieciństwie wydawał mi się intrygujący, w końcu powstaje z połączenia koloru niebieskiego i czerwonego, co oznacza, że jest i ciepły, i zimny zarazem. Ponoć ma działanie relaksacyjne i sprzyja kontemplacji! Jesienią niezmiennie powraca, może właśnie dlatego, że jest swoistym antydepresantem. Podobne właściwości wykazuje ametyst, z którego mam bransoletkę. Aczkolwiek tym razem nie chodziło mi o chromoterapię, ale przede wszystkim o ukazanie w jaki sposób można estetycznie połączyć różne odcienie fioletu - stąd w mojej stylizacji mamy gradację począwszy od lawendy, oberżyny, poprzez odcienie śliwkowe i w końcu niemal kobalt! Ten ostatni powstał za sprawą światła dziennego - spódnica w sztucznym świetle jest fioletowa, tu nieoczekiwanie nasyciła się barwą niebieską za sprawą mieniących się cekinów, które odbijając światło przeszły do kontrofensywy. Mimo to efekt mnie mile zaskoczył i dał do zrozumienia, że nasza percepcja może płatać figle w obliczu praw fizyki. Teraz już wiem, że fioletowy może być kobaltowy, a kobaltowy fioletowy! Przy czym ta stylizacja to nie tylko kolor, to również łączenie różnych deseni i faktur kilku materiałów. Mamy tu pięć różnych wzorów - żakiet w pepitkę w stylu Chanel oraz kamizelka w delikatną, zaokrągloną jodełkę. Duży wzór połączyłam z drobnym, więc nie konkurują ze sobą i tworzą spójny tandem. Natomiast twarz kobiety w kapeluszu na bluzce z fontaziem słusznie dominuje, chociaż jak widać i tu nie ma przypadku, bo kropeczki z koszuli, jakby niepostrzeżenie przeszły na spódnicę, zyskując błysk i dając efekt iluminacji. Zaś pikowany czworobok z torebki ujawnia się na żakiecie. Uważam, że sekretem tej spójności, jest przenikanie się wzorów, a także ich powtarzalność w nieco odmienionej formie. Dlatego wzór warkocza na rajstopach nie miał już tyle werwy, aby zakłócić swoistą harmonię, o którą zabiegam w każdej stylizacji. Mam nadzieję, że mój sposób na łączenie faktur, deseni i różnych odcieni jednego koloru przypadł Wam do gustu :)